niedziela, 1 grudnia 2013

Przez las i gęstą mgłę do świata wspomnień...

           Niedziela to taki spokojny dzień. Część śpi do 13 po wczorajszej imprezie i wita ich delikatny kac, część maszeruje o 9 na mszę, inni się wylegują/jedzą śniadanie/robią cokolwiek innego. Niedziela odpręża, smuci widmem poniedziałku i leci niezmiernie szybko... Wyróżnia się czerwienią pośród braci w czarnym kolorze. To taki jeden wyjątkowy dzień tygodnia. Jednocześnie jest się wypoczętym i "nękanym" wizją początku następnego tygodnia. Delikatnie pier*olnięty dzień, tak myślę. 

            Wstał przed 10. Od rana leżał, z laptotem na nogach. Było mu ciepło i przyjemnie. Ograniczył się do standardowego zbioru czynności: granie/facebook/muzyka/czytanie. Nie śmiał się zaburzać tego porządku, to było wbrew jego interesom. Jego mina była obojętna. Poczuł lekki szok dopiero po obejrzeniu dość krwawego meczu wrestlerskiego(...)Gdy przestało padać, było około 16. Ubrał kurtkę, założył buty i ruszył na spacer. Uwielbia, gdy powoli zapada zmrok i świat okrywa ciemność. Udał się w pewne miejsce, które kiedyś było dla niego codziennością. Przebywanie tam sprawiało mu niezmierną przyjemność. Posiedział na ławkach i po chwili poszedł na mostek. Usiadł na nim, oparł się o metalowy, zardzewiały słup i zaczął myśleć... Co się zmieniło? Kim był kiedyś, a kim teraz? Jakie błędy go zmieniły? Spokojnie wstał i po chwili ruszył łagodnym tempem w stronę domu.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz