sobota, 16 sierpnia 2014

Poznań miasto doznań - Największy przystojniak na wakacjach.

Trochę ironii w tytule jest jak zawsze na miejscu, fajny tytuł, całkowicie odzwierciedlający rzeczywistość, szczególnie jego 2 część.

W Poznaniu byłem po raz kolejny, jednak pierwszy raz całkowicie sam. Oczywiście wybrałem się tam na kilka dni, aby zaznać spokoju i odpoczynku, po prostu jak to się mówi, pojechałem se do ciotki na wakacje. Wróciłem w środę, a jeszcze liczyłem że w tym roku pójdę se nad jeziorko, poopalam się a tu brutalne zderzenie z rzeczywistością i pogoda wczesnojesienna...
Malownicza okolica w której byłem u cioci, przypominała mi w pewnym sensie Szamocin. Peryferia Poznania, Głuszyna, miła okolica, las miałem dosłownie pod nosem, bo kilkadziesiąt metrów i tam byłem. Blisko rzeczka, dolina, taka mała ale zawsze. Czułem tam spokój i naprawdę miło się tam spaceruje. Kilka zdjęć:




                                         


Trochę pochodziłem i pojeździłem po Poznaniu w poniedziałek oraz wtorek. Poniedziałek to głównie centra handlowe, najwięcej czasu spędziłem na Malcie. We wtorek wybrałem się na Stare Miasto oraz Stary Browar. Na Kupcu Poznańskim spotkałem się pewną miłą koleżanką, z którą spędziłem trochę czasu. Na Deptaku na Półwiejskiej spotkał mnie spam niemiłosierny, ulotek dostałem tyle, że trudno zliczyć. Na Rynku zjadłem parę polskich jabłek. Ogólnie podsumowując całe kilka dni spędziłem dobrze, nie żałuję jak sobie zarządzałem czasem, przy okazji ogarnąłem trochę komunikację miejską w Poznaniu, a dobrze, bo za 2 lata (zakładając że zdam maturę i się dostanę na studia) poruszanie się po mieście to będzie codzienność...










czwartek, 7 sierpnia 2014

I’ve said it a thousand fucking times...

Nareszcie zakończyło się rwanie wiśni... 11 dni, niby niedużo, ale męczy. Nerwy też trochę dostały, ale od jutra kilkudniowy odpoczynek poza miastem. Odpoczynek od fejsa i tych innych rzeczy także. Biorę mnóstwo książek, zeszyt i długopis, żeby tworzyć, wyciszyć się, pisać...
Ostatnio mam nerwową kaszankę, dosłownie... Co chwilę myślę inaczej, dostaję kurwicy o byle co... z resztą, jak o jednej rzeczy myślę na 2123 sposoby...

https://www.youtube.com/watch?v=E_Vez_aKIyI

sobota, 2 sierpnia 2014

Dzisiaj wieczór krótki...

Dziń dybry.
Dobry wieczór w sumie.

Powoli dzień się kończy. Nie śpię od 4:30 i delikatnie mi odwala i już przysypiam. Jutro w końcu wolne, jakby to ująć. Od tych wiśni już jestem zmęczony, dobity delikatnie. No ale cóż, praca to praca. Jeszcze ostatnie dni i potem na spokojnie już dalej odpoczywać, cały miesiąc w końcu został. Mam wrażenie na półmetku wakacji, że są trochę monotonne...
Rowerem póki co dalej się nie ruszę, bo jest uszkodzony z powodu jednego kierowcy debila, dzięki któremu straciłem równowagę i przez 250m walczyłem o to żeby się nie wykurwić, leżałem na ramie i jechałem 30km/h, świetnie i zajebiście, bo kierowca wyjechał niezgodnie z prawem. Jebać to, nic się w sumie nie stało, rower się naprawi.
Mam takie wrażenie... że... A, właśnie:
Jedzmy polskie jabłka, jakoś trzeba Ruska wkurwić!