czwartek, 31 października 2013

Co? Poczekaj chwilę!

Nie dziś
Po prostu
Powiedziałem

Za chwilę
na nowo
powiem
Że za chwilę
zostanę
tu

Ostatni raz
mówię
za chwilę

Będę
za chwilę
dobrze?

Napisałem ten wiersz w chwilę. Może inaczej... napisałem to w kilka minut. Chwila to dość ulotna sprawa. A dokładna godzina to nie problem. 22:10 - 22:14 dnia 31.10.13 była. A chwila... tyle chwil, która właśnie?
No, jestem w trakcie dość ciekawego tygodnia. 3 dni pod rząd do 12:25, full kartkówek, same dobre oceny, mnóstwo roboty, wspaniałe i dziwne chwile. Chciałoby się zatrzymać wiele z nich. Np. to uczucie, gdy słucham koncertu The Chieftains i Van Morrisona. Całkiem dobrze grają i przyjemnie się ich słucha razem.
Ogólnie też ludzie poprawiają mi ostatnio humor życząc szczęścia. Wiem, wiem, zdjęcie ładne, piękne itd. ale to nie tak jak myślicie :D

I wspomniani The Chieftains z Van Morrisonem (fragment):


sobota, 26 października 2013

Tymczasem w roku 3000...

Delikatny zastój, a może zmiana tempa na blogu. Chodzi o to, że trochę zwolniłem. Mam nieco mniej czasu, blogowanie to rzecz jasna ciekawa sprawa, jednak czuję, że trzeba zwolnić. Nie pytajcie czemu, chyba że naprawdę was to interesuje.

W odległej galaktyce, w której czasami bywam, by coś przemyśleć, powróciłem do pisania wierszy. Raz, że na konkurs trzeba było 3 "dzieła" napisać, a dwa, że mi naprawdę tego brakowało.

Ciekawe co będzie za 1000 lat, co nie? Tutaj nasze głowy mogą popisać się sporą kreatywnością, możemy tworzyć nieprawdopodobne teorie (niczym komisja Macierewicza), gdybać i sobie marzyć, odpłynąć i sobie wyobrazić, co będzie za tak odległy czas. To jest fantastyczne, takie własne science-fiction. Ostatnio mam tego dość dużo we własnym otoczeniu, tzn. zacząłem grać w OGame i znów oglądać Futuramę. No, w tym drugim, serialu twórców ,,Simpsonów", mamy ładnie popie*doloną wizję tego, co się dzieje za 1000 lat: Wiecznie nawalone roboty, morderczy gwiazdor, chory psychicznie kosmita z fiołem na punkcie rozwalenia Ziemii, budki samobójcze,  robopiekło, świątynię robotologii i wiele innych... Są również machiny czasu, komunikacja jest całkowicie w powietrzu i ogólnie wizerunek jest taki, jaki sobie większość wyobraża. Mentalność jednak jest taka jak w XX w. Futurama jest ciekawa, warto oglądać ten serial. Pokażę teraz pewne zdjęcie, kolejna wizja przyszłości, rok 3000:


Kto wie, co będzie kiedyś. Ja tam się zastanawiam, ale szczerze wiem, że moje scenariusze nie są realistyczne. Myślę, że za 1000 lat będzie podobnie, jak na grafice wyżej. Tylko... kto w 1000 roku sądził, że dziś będziemy latać na księżyc, komunikować się szybko i sprawnie na całym globie i że nauka zajdzie tak daleko?

Pozdrawiam,
Janek .

poniedziałek, 21 października 2013

I want to believe in a Freedom that's bold...

W niedzielę wstałem i trochę nie ogarnąłem co jest pięć. Dopadło mnie przeziębienie i własne fatalne myśli. Aczkolwiek, już dalej dzień był dobry, chociaż mój umysł lekko falował. Po sobotnim wieczorze trochę ochłonąłem i rozsądek przeważył. Zacząłem konkretnie ogarniać co i jak z tym blogiem. Z powodu owego osłabienia wczoraj nie miałem konkretnego pomysłu na posta, więc wolałem się za niego nie brać.
Za to dzisiaj, pełen werwy, delikatnie wku*wiony, z masą weny wstałem. Co jak co, ale wyjątkowo na poniedziałek nie mogłem narzekać, tylko 2 odpytania, kartkóweczka... Ach, wspaniale. No, ale już tak na serio, to jutro tylko 5 lekcji więc mój umysł odpocznie.

Czym jest śmiała wolność? No piszę o niej, bo taki temat no. A więc, śmiała wolność jest tym, co w nas drzemie, ale boimy się tego pokazać i przekazać, bo większość uważa to za idiotyzm/zakazane/naprawdę głupie/nietypowe. Śmiała wolność łamie bariery osobowościowe. Tylko, trzeba uważać gdzie płot się łamie. Bo jak złamiemy płot to bam. Kruszenie murów jest ok, ale trzeba uważać, żeby nas coś nie trafiło. No bo to różnie bywa no.


sobota, 19 października 2013

Ważne nieważne.

Na sam start pragnę podziękować pewnej osobie, która trochę mi odmieniła punkt widzenia na blog. Zna się on na tym i cenię go, mimo tego, że ostro się z nim kłóciłem, ale w końcu wszechświat z Wielkiego Wybuchu powstał.

Czasem przydają się szczere rozmowy. Najlepiej jak jest spora sprzeczność poglądów. Moim zdaniem tak jest najlepiej, bo doświadczenia mi pokazały, że kłócąc się z kimś poznasz co w Tobie złe.
Opinia na mój temat w otoczeniu... Jest bardzo kiepska, ludzie mnie obgadują, nie jestem zbyt lubiany, wstyd się ze mną pokazywać czy coś. Wiem że tak jest w sporym procencie. No ludzie mają prawo mnie nie lubić, mieć zdanie jakie chcą. Mogą oni do mnie mieć mały szacunek, lub jego brak. Wtedy ja do takich też nie mam szacunku. Działa zasada lustra. Mam sporą świadomość tego, że mnie nie cierpicie, sądzicie, że świat byłby lepszy beze mnie i że lubicie się ze mnie pośmiać. Naprawdę, ludzi, którzy tak o mnie źle myślą, to ja mam ich po prostu w d*pie. Fakt, muszę mieć dość sporą dupę, żeby pomieścić setki ludzi. Generalnie opinia ludzi jest ważna. Ważna, nie za bardzo, ale ważna. Ważne jest, by być szanowanym, lubianym itd. I nieważne jest coś, co po prostu nic nie daje. Powtarzam: Ja naprawdę nie przejmuję się kimś, kto ma o mnie złe zdanie, obgaduje i wyśmiewa. Mogę jedynie pokazać, gdzie jest wyjście.


Mila to odległość, a ciężar to sto ton
Tyle waży niepotrzebna agresja
Co spada na agresora i dusi jak recesja
Zabiera mu oddech jak nurkowi kompresja.

środa, 16 października 2013

Autokrytyka wysoce wskazana - podejście do pisania i ocena własnych niektórych postaw.

Absolutnym nonsensem jest rozprawianie na temat odczuć co do danego posta. Uważam, że brakiem sensu jest pisanie typu "Jakoś nie wiedziałem co napisać, ale nagle postanowiłem i piszę". Chodzi o treść, a nie, jak się do niej doszło. Czytając niektóre blogi, mam wrażenie, że autor ma tyle pomysłu na posta, co ja znajomości o reelekcji kwarków i subapolacji (coś z fizyką). Nie dobija mnie to, tylko czasami żenuje. Równie dobrze można napisać "Nie zjadłem chleba z pasztetem, więc poszedłem się powiesić, bo było to takie smutne". To też nie ma sensu i po co się więcej rozprawiać na ten temat... Czas przejść do konkretów.

Czekam na opinie.

czy zauważyłeś że... napisałem OKO od końca?

Więc, nie prowadzę za długo tego bloga, ale doświadczenie w blogowaniu mam i więcej niż mniej wiem, co pisać, jak pisać, po co, gdzie, czym itd. Zakładając ten blog, miałem konkretny pomysł, ale sporo myśli na realizację. Pierwsze kilka postów udostępniałem bardzo wąskiemu gronu. Trochę zagłębiałem się we własne problemy i trochę się zwierzałem. Od posta 7, który miał konkretny temat, zacząłem tę stronę udostępniać i pokazałem znów ludziom, jak piszę, czym się interesuję i co o tym sądzę. Jestem nastawiony na krytykę i pochwały, nie oszukujmy się, trzeba być na to gotowym. Nie boję się inteligentnych recenzji i komentarzy (a nie typu: Nie umiesz pisać, Twój blog jest ch*jowy, Powinieneś robić to inaczej). Chodzi mi o konkrety, a nie same puste tezy, bo takie słyszę. Wtedy odpowiadam tak samo skrótowo, bo co więcej powiedzieć? A jeśli ktoś mi powie coś konkretnego, opowie, co sądzi, jak mógłbym to robić, co jest niewłaściwe a co jest dobre, to wtedy chętne wdaję się w dyskusję. Inteligencja, to jest ta cecha, której się w tym "fachu".                                    

Myśli zbędne.


Myć włosy dzisiaj czy czekać do jutra?
Bo trzeba mieć dobry i konkretny pomysł, a nie, pisać samemu byle jakiego bloga, a czyjegoś z góry krytykować. Cóż, ja nie poradzę nic na to, że czyjś blog jest kiepski w mojej opinii i innych ludzi. Ja przyjmuję krytykę, tylko musi być obustronna, to ma być czysta wymiana myśli, a nie nawała artyleryjska i brak możliwości obrony. Mądry i inteligentny po prostu "zacznie się bawić" w coś innego i znajdzie sobie ciekawsze zajęcie. Naprawdę, odchodzę od takich bezsensownych polemik.

Blog do kreacji wizerunku?

W moich myślach ostatnio jest takie coś: Czy pisząc bloga, autor chce z siebie zrobić kogoś mądrego, znanego i wyrobić sobie nazwisko i markę? Właśnie, kwestia wymagająca pracowania mózgu. Każdy blog ma jakiś cel (każde działanie de facto ma cel) i raz się uda, raz nie, to kwestia podejścia. Osobiście sądzę, że blog nie powinien służyć do wykreowania własnej osoby w tłumie. To nie jest ten cel. Przedstawienie własnych myśli, poglądów, zainteresowań czy jakieś miłe wskazówki to całkiem dobre motywy. Ale do jasnej cholery, nie wchodzę na jakiegoś bloga by czytać jaka jest jesień. To oczywistość, widzę że liście spadają. Robienie z siebie inteligenta poprzez pisanie bloga, to jest takie dobre jak wycieranie twarzy papierem ściernym.

Samoocena bloga


Mojego bloga oceniam dobrze. Nie jest świetny, ale nie jest jakiś do d*py. Piszę go, by podzielić się i pokazać siebie. Dzielę się zainteresowaniami, myślami, poglądami. Pewnie mało z was wiedziało, że interesuję się Irlandią, uwielbiam Che Guevarę, czy to że podziwiam wrestling. Robię to, bo lubię, wręcz kocham. Nie smucę się, jeżeli wyświetleń jest mało, każdy odwiedza jak chce, a ja jestem z tego zadowolony. Nie zniechęca mnie to, że post o komuniźmie przeczytało 12 osób. Cieszę się z tego, że zdołałem te 12 osób zainteresować czymś, co jest dla mnie ważne. Wiem, że nie staję się przez to kimś wielkim, ale mogę poznać, co ludzie sądzą o moim wnętrzu, takim, które tu pokazuję. Lubiany, czy nielubiany, to jest świat i musi być pewna równowaga. Pewnie i gadam cały czas o tym samym, w tym miejscu nie ma sensu, tam też to niepotrzebne itd. Ale jeśli już tak gadam, to ma to konkretny cel. Wszystko piszę absolutnie świadomie i pokazując coś, daję znak, że istnieją jakieś wartości, rzeczy, utwory muzyczne.

Ten blog żyje własnym życiem, podlega zmianom i naprawdę, ważne są dla mnie wasze komentarze i opinie, bo dzięki temu doprowadzam do perfekcji, to co tu robię. Droga do perfekcji jest długa, strasznie długa i ciężka, pod górkę. Coś mniej więcej jak droga na Rysy. Polecam, cały dzień w drodze.

środa, 9 października 2013

"W lewo i w drzewo" - czyli jak zbłądzić z Jansonem.

Całkowicie dobry dzień, kosztem sporego wysiłku i mojej niewiedzy, jeżeli chodzi o dojście na jezioro Strzeleckie. No, można powiedzieć, że popisałem się swoją orientacją w terenie, ironicznie i nieironicznie myśląc. Ano jak? O 13 były przełaje na owym jeziorze. O 11:35 ruszyliśmy w trasę. Z dwoma kumplami wybraliśmy opcję pieszego dojścia (lekcja mniej przy tym). Zadeklarowałem, że znam mniej więcej trasę. Okazało się że znałem mniej niż więcej. I to dojście... Do okolic Lidla było całkiem ok, potem idąc w górę trzeba było za cmentarzem w lewo iść. Cytując "Św. Mikołaja" (pewnego pana, podobnie do niego wyglądającego), poszliśmy "w lewo i w drzewo". Miałem jakieś zwidy i obok amfiteatru widziałem owy cmentarz. Więc poprowadziłem kumpli w las, niezbyt gęsty. Spotkaliśmy pewną grzybiarkę, która nas ukierunkowała. Po licznych obelgach i oskarżeniach (słusznych i słusznych) i męczącej leśnej drodze, dotarliśmy na miejsce, do "Żyda". Byliśmy jako pierwsi, ale potem jeszcze na start trzeba było dobry 1km iść. O 12:51 dotarliśmy na miejsce, po dobrej półtora godziny drogi ze szkoły w Ratajach do startu. Hm, sukces. A zawody same to już dla mnie powód do dumy nie był. No cóż, zdarza się.

poniedziałek, 7 października 2013

I walk a lonely road...

,,Idę wyludnioną drogą(...)
Nie wiem dokąd prowadzi"

Pewna koleżanka mnie natchnęła, żeby zrobić zdjęcia w pewnym miejscu. Pewne miejsce jest opuszczone, ma pewien obszar, jest nieużywane od dobrych 20 lat i całkiem "zdziczało", zarosło i jest czymś innym, niż to samo miejsce sprzed 100 lat. Już nie owijając w bawełnę, są to stare tory kolejowe w Szamocinie. Budynek dworca jest zaadaptowany do innych celów (teatr Stacja Szamocin), a tory... tory są. Ostatni pociąg jechał tą drogą 19 lat temu a ostatnia osobówka 27. Jeszcze do niedawna tory były zarośnięte tak, że nie było ich widać. Teraz drzewa są wycinane, tory będą rozebrane za jakiś czas. Korzystając z pochmurnej pogody porobiłem wczoraj trochę zdjęć i "odkryłem" kilka miejsc, których wcześniej nie widziałem, np. rampy, czy nadal wiszące miejscami druty trakcyjne. Miejsce to ma swoją magię, wystarczy sobie wyobrazić, że jadą tędy pociągi... Ach, chciałoby się...












sobota, 5 października 2013

Czy słyszysz jak uciekam w dal?

Dzisiaj odpadam.
Ostatnimi dniami nic ciekawego w moim życiu się nie wydarzyło. Jesienna monotonia nastała i będzie się ciągnąć. Właściwie to brak mi motywacji, brak chęci, czuję się apatycznie. Mój słuch też pada, oj ledwo powoli co słyszę... Żeby nie było, że jest tak beznadziejnie, to mam tylko 3 lekcje we wtorek, ot coś tam małego, a pozytywnego. Tak to ze zdrowiem jest jak zawsze, całkiem dobrze. Jestem delikatnie śpiący + apatyczny (jak już wspomniałem) oraz prawie głuchy. Chaos się już wdarł, ot otworzyłem mu drzwi i sobie zwiedza przestrzeń w mojej rozkojarzonej i nieułożonej głowie.


środa, 2 października 2013

Sinne Fianna Fáil a tá faoi gheall ag Éirinn.

Ktoś mógłby pomyśleć, że pomyliłem numerację na blogu. Ale się okazuje, że specjalnie liczba 17 przypisana została temu postowi. Dlaczego? Mianowicie, dzisiaj o Irlandii. 17 marca to Dzień Świętego Patryka, patrona tego kraju. Zacznijmy od tytułu posta. Cóż on oznacza?
Żołnierski los
Irlandii każe życie dać.
Jest to początek Irlandzkiego hymnu (Amhrann na BhFiann).

Ogólnie o Irlandii.


Jest to państwo niepodległe od 1921 roku. Mówi się o nim "Zielona Wyspa", co jest jak najbardziej trafne, gdyż spore obszary zajmują tereny zielone (łąki, lasy, pola). Jest to kolor intensywnej zieleni oraz ojczyzna whiskey, pubów czy Guinnessa. Stolicą jest Dublin. Irlandia, jako państwo dzieli się na 3 części :

Connacht - zachód, o bogatym krajobrazie, główne miasto to Galway.
Munster - południowy zachód i południe kraju, znajdują się tam najwyższe góry, najważniejsze miasta to Cork i Killarney. 
Leinster - wschód kraju, główne porty. Tam jest m.in. Dublin.
Mówiąc o Irlandii, mamy przede wszystkim na myśli całą wyspę. Administracyjnie Ulster to część Wielkiej Brytanii (Irlandia Północna). Ulster to także porty, główne miasto to Belfast.
No i będę pisał o całej Zielonej Wyspie. Irlandia to całe 4 części, bez jednej nie może jej być. Jest świetnym krajem dla turystów. Piękne, niskie góry (Carrantuohill w Munster ma 1038 m.n.p.m):
,
bogactwo krajobrazów (Klify Moher, zielone pejzaże):
, 
Niezwykle ciekawa i barwna historia oraz kultura. Jedne z najdłuższych walk wyzwoleńczych i najbardziej okrutnych to właśnie tu. Zatrzymajmy się na kulturze, z tego też bardzo wyspa słynie. Któż nie słyszał irlandzkiej muzyki? Flet, uilleann pipes (rodzaj dud), bodhran (bęben) to charakterystyczne instrumenty tych słodkich i kojących serce utworów z Wyspy Św. Patryka. Główni wykonawcy irlandzkiego folku to The Dubliners czy Irish Rovers. Również jest odmiana punkowa, Celtic Punk Rock. Wracając do czysto irlandzkiej kultury. Charakterystyczny jest taniec, tzw. Step Irlandzki.


 Typowym znakiem, symbolem Irlandii jest Shamrock - czterolistna koniczyna. 
To takie ogólne informacje, niektóre posty będą także się odwoływały do tego kraju , tej wyspy.

wtorek, 1 października 2013

Pech to pech.

Zacznę od narzekania.
Albowiem...

3...
2...
1...
BAM!

Tak właśnie w skrócie mógłbym opisać mój dzień. Chodzi tu głównie o 1 w tym roku poważną kraksę na rowerze. Przez własną głupotę i nieuwagę wpadłem w jakąś dziurę. Oj tam oj tam, tylko mnóstwo pokrzyw a ja głupi w spodenkach. Boli, no za głupotę się płaci, nie oszukujmy się. Tylko jak naprawić hamulec i wyprostować koło, to mnie zastanawia, bo mam słabe pojęcie, jeśli chodzi o naprawy. W każdym razie, rower wybijam sobie z głowy na ładne pół miesiąca, może miesiąc. Jak i również czwartkowy WF, z powodu mocno obitego kolana i rozrysanych od pokrzyw nóg. Jak już wspomniałem, za głupotę się płaci.

Wczoraj wpadł mi w ucho ciekawy kawałek. Piosenka rosyjskiego (dokładniej z Obwodu Kaliningradzkiego) zespołu punk/ska Parovoz o tytule Biedronka. O co w niej chodzi? Jest to piosenka o Rosjanach z owego Obwodu, którzy korzystając z otwartych granic (brak wiz), jeżdżą na tańsze zakupy do Polski. Zespół ten ujął to w satyrycznym i jakże prawdziwym ujęciu. ,,Zdrawstwujtie Lidl, Zdrawstwujtie Biedronka" - już mówi coś ciekawego. Jest to bardzo ciekawy utwór, którego z resztą posłuchajcie :