Nareszcie wczoraj zakończył się rok szkolny. W końcu zaczynają się wakacje, całe 2 miesiące słońca, upałów, burz, wypoczynku oraz "ambitnych" planów. Mam tu na myśli czereśnie, wiśnie, filmy, książki, pisanie, mnóstwo jazdy rowerem. A propos tej jazdy... dziś zaliczyłem dobry trip:Wzięło mnie tak spontanicznie. Nudziło mi się, a ile przy laptopie można siedzieć, więc wybrałem się na przejażdżkę. Pogoda sprzyjała, wiatr był lekki, ciepło w sam raz, ogólnie rzecz mówiąc idealne warunki atmosferyczne. Podróż zacząłem od Białośliwa. Bardzo przyjemnie się jechało, w końcu to był początek trasy, a tym bardziej Dolina Noteci o tej porze roku wygląda bosko: ptaki śpiewają, po łąkach chodzą bociany i żurawie, różne inne latają, inaczej mówiąc natura w rozkwicie, a jadąc czułem wiatr we włosach i ulgę. Białośliwie, jak to Białośliwie, podjechałem pod tę cholerną górkę, a potem już bez problemu. Następnie dojechałem do krajowej 10. Od mojego domu, do tego miejsca jest ok. 15 km. Wjechałem na tę drogę ekspresową i zaczął się ruch. Oczywista oczywistość, że dużo samochodów tam jeździ, więc nie zszokowało mnie to, że co chwila coś mnie wyprzedzało. Miałem lekkie poczucie grozy, bo się bałem, że mnie coś rozjedzie. Trochę niebezpiecznie było, ale spokojnie dojechałem do Wyrzyska. Ten etap (wjazd na DK 10 - Wyrzysk) miał/ma 11km. W Wyrzysku rowerem byłem pierwszy raz. Byłem tam przejazdem, więc dużo o tym mieście nie powiem, ale ogólnie to całkiem się przyjemnie przez nie jedzie i ładne jest. Udałem się do Osieka. Droga do tej wsi pozostawia wiele do życzenia, wygląda jakby spadł na nią deszcz meteorytów. W Osieku byłem któryś raz, więc się nie rozpiszę jakie wrażenia. Udałem się do Białośliwia gdy wtem w Komorowie, jakieś kilka kilometrów od Osieka zastała mnie burza. W Komorowie albo Krostkowie, blisko to prawie jedno obok drugiego. Nie czekając i nie chcąc w nią całkiem wjechać (szła na wschód równolegle do rzeki, a właściwie doliny) cofnąłem się do Osieka i ruszyłem przez Żuławkę i Noteć do Lipy. Od Wyrzyska, przez Osiek i Komorowo do Lipy to jakieś 24km. Ten fragment wyprawy najbardziej miły nie był, bo głównie uciekałem przed burzą, to też się zmęczyłem. W Lipie złapał mnie deszcz i pragnienie. Chwila odpoczynku i na spokojnie pojechałem do domu. 12km to już była kwestia chwili, bo i tak byłem zmęczony, więc się nawet nie przejąłem. Tu drogi nie ma co opisywać, bo dziesiątki razy się nią jechało. Podsumowując ten spontaniczny trip: 63km przyjemnej i ekscytującej jazdy. Było zajebiście, wrażenia były, dreszczyk emocji też, widziałem od groma bocianów, kilka piorunów, ściany deszczu. Zrobiłbym zdjęcia, ale na moim megasuperzajebistym iphonie nokia 5200 to piksele widać.
| Przez pewien moment miałem podobny widok |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz