piątek, 27 grudnia 2013

Trzeba być...

Święta minęły, wkrótce nadchodzi Nowy Rok. Tyle jest wolnego, że aż w dupach się przewraca i nie ma co robić. Nie chcę jeszcze do szkoły, ale tyle czasu, to aż faktycznie nudzi i człowiek momentami popada w apatię. Mnie brak zajęć skłania do myślenia. Oczywiście także gram, czytam, piszę, słucham muzyki, leżę, oglądam i jeszcze 1000 innych czynności, a jednak na końcu się okazuje, że nie ma co robić. No tak...
Jutro kolejne godziny do zaplanowania i tak aż do środy, gdy połowa ludzi będzie odżywała po szalonej nocy. Może użyłem niewłaściwego wyrażenia, ale nie znam się do końca na sprawach picia i niepicia, co mam was oszukiwać. Ja pewnie będę zamulał, oglądał wrestling, Futuramę, czy inne bzdety, no ale ch*j z tym. Po prostu Trzeba Być, przeżyć i zobaczyć co będzie dalej. To, że jedna kula z lotka wypadła to nic, bo reszta dalej się kręci i wszystko idzie dalej...

wtorek, 24 grudnia 2013

Aj łisz ju a mery kristmes.

Ach, ten wigilijny wtorkowy poranek, gdy słońce nieśmiało przebija się przez chmury. Zapowiada się pogodny dzień, pełen miłych i spokojnych wrażeń, niczym nieskażony, raj po prostu. Ten świąteczny dzień, gdy czuć choinkę, widać lampki, a każdy na facebooku życzy szczęścia, pomyślności, alkoholu w sylwestra i innych pierdół. Piękny, tradycyjny, kochany spamik, którego nie sposób pokochać, bo co za dużo, to nie zdrowo. Już za kilka godzin każdy zasiądzie do wigilijnego stołu, a pół godziny po jej końcu facebook zawali się wiadomościami, jak to zajebista jest wigilia i wgl. No, na temat duchowego wymiaru świąt ja się nie wypowiadam. Generalnie, to ja wam życzę, żeby było jak chcecie, byście dostali co chcecie, i tyle chyba, resztę to poczytacie na zaspamionej głównej na facebooku.

Pozdrawiam w ten świąteczny miły dzień,
Janek.

niedziela, 22 grudnia 2013

Jeszcze nie ma świąt.

W piątek czułem atmosferę świąteczną, za sprawą klasowej wigilii. Atmosfera była świetna, klimat idealny, a dzielenie opłatkiem jedną z ciekawszych czynności (bo czego życzyć jak się ledwo zna ludzi?), wymagających kreatywności (Zdrowia, szczęścia to nie wszystko). Całkiem miło było, na tych 3 skróconych lekcjach. Byle więcej takich chwil z klasą, którą nawet polubiłem. No, w sumie to ten post miał być wczoraj, ale pisząc go, zasnąłem... Chrrrapp... 

Dość sennie jest dzisiaj, takie mam wrażenie. Nawet nawalając pół godziny w GTA IV (które mnie wciągnęło) dalej mi się chce spać, ale to nic. Spokojny, przyjemny dzień, bez gwałtownych zdarzeń. Niezwykle miła monotonia gwałtownego i zmiennego życia, w pochmurny 22 grudnia 2013.

 Wczoraj było równo nudnie, poza wieczornym spacerem pośród absolutnej ciemności przez las oraz ciekawą wymianą światopoglądową z pewną niewiastą. Pomimo tego, że było już po północy, a moje oczy ledwo zipały, to znalazłem sporo sił na (jak się okazało), przyjemną i dającą do myślenia rozmową na facebooku, to też zaliczę do miłych akcentów. Pozdrawiam Tę Niewiastę (niech jej dane osobowe pozostaną tajemnicą). Będzie warto coś napisać kiedyś, czym jest racjonalizm itd., ale zanudzać zamierzam was kiedy indziej. 


czwartek, 19 grudnia 2013

If you just close your eyes... Napływ weny.

Bierze mnie ostro na różne przemyślenia. W środku się znacznie uspokoiłem, troski właściwie minęły. Dzień mija spokojnie, aż niewiarygodne. Jutro klasowa wigilia i się ładnie odpierdolę, czasem trzeba. Trochę zobojętniałem na trudy i zbędne problemy. Nie powiem, czuję zajebiście. Idąc miastem i słuchając muzyki spotkałem wenę, której rezultat jest niżej.

Płynąłem
Płynąłem za długo
By osiągnąć brzeg

Myślałem
Myślałem o wszystkim
Nie mając sił

Marzyłem 
Marzyłem o wrażeniu
Że obok latarnia

Patrzałem
Patrzałem na wodę
Nie było końca

Oddychałem
Oddychałem non stop
Na próżno

Ujrzałem
Ujrzałem latarnię
Bez świateł

Straciłem
Straciłem latarnię
Bez sensu

Janek, Jankes, Janson, (jakkolwiek inaczej zwany) pozdrawia Was.
To pozdrawiam. Miłej nocy i miłego piątku.



wtorek, 17 grudnia 2013

Carpe Diem

Przeżywam chyba jeden z najlepszych dni w ostatnim czasie. Układa mi się sporo, moje relacje z innymi ludźmi są piękne, nieskażone niczym. Czuję się świetnie, tak, że niemal osiągam szczyt szczęścia... Ach, pomarzyć mi zawsze wolno. Ironię też czasem mogę zastosować. Czasem bardzo często.

Znalazłem się oto w pięknym miejscu swego samopoczucia. Czuję się przecież świetnie, więc i piękne miejsce. Wiadomo, idealnie nigdy nie będzie, czasem przyjdzie jakieś urozmaicenie. Hm, bywa czasem. 

Bo nie ma to jak dobry skok z dywanu.

I nadal trzeba komuś zrobić z dupy jesień średniowiecza


No i filmik.


niedziela, 15 grudnia 2013

Jankiem być...

Właśnie podejmuję się chyba najtrudniejszego dla mnie tematu, szczerze mówiąc. A propos do szczerości, jest ona jednym z haseł tego bloga. Tłumacząc na polski: ,,Prawda, Szczerość, Niekonwencjonalność". Taka oto "dewiza" tego wszystkiego, co pod tym adresem jest. W dalszej części będzie kwintesencja tych słów, jako, że co do mnie, te słowa mają soczyste i ciekawe zabarwienie.

Nie wiem od czego zacząć tę jakże spektakularną autobiografię... Na imię mi Janek (jak wiecie ze strony, z tytułu posta, z autopsji i innych źródeł wiedzy), lat mam 16 obecnie. Miejscowość nie gra roli, to jedno z tysiąca zadupiów położonych gdzieś w oddali od dużych miast.

W drodze do domu spotkałam pewnego młodego chłopaka siedzącego jednej z ławek na promenadzie. Na oko jakieś 16 lat, jasna cera, jasne włosy, oczy wyglądały na szare bądź niebieskie, w każdym razie jasne. Nie rzucał się specjalnie w oczy, był jednym z wielu, którzy spędzali wolny czas nad J. Miejskim. Zauważyłam w nim jednak coś wyjątkowego. Nie przeszkadzało mu to, że sam siedzi, ba, nawet wydawał się z tego zadowolony. Był wpatrzony w jakiś punkt, prawdopodobnie myślał, a po chwili na jego ustach pojawił się uśmiech. Spojrzał na mnie przelotnym wzrokiem, a zaraz potem wsiadł na rower i pojechał, kto wie, gdzie.

Oups, i odszedłem od słowa "autobiografia". No dobra, wiadomo już co nieco o moim wyglądzie ogólnym i że lubię czasem wsiąść na rower. No i że przyjemnie mi się myśli i rozprawia na różne tematy. I że obojętne mi jest towarzystwo ludzi, chociaż nie powiem, lubię ludzi.

O muzyce wspominałem w osobnym poście. Skracając, uwielbiam Celtic Punk Rock i czasem reggae.

Ważny element dla mnie stanowi tworzenie, tzn. pisanie wierszy oraz czasem jakichś historyjek, które i tak wyrzucam do kosza. Wiersze zostawiam na kartkach, bądź na dysku C. Z tego jestem osobiście dumny. I pisząc, robię to różnie. Tematyka począwszy od zwykłych codziennych spraw, poprzez opisywanie krajobrazów, a na krytyce systemów wartości skończywszy. Nakręca mnie to i pobudza to stawiania sobie coraz to lepszych wyzwań.

Coś, co jest dość nietypowe we mnie, to poglądy. Absolutnie uważam, że nie ma boga, ani żadnych paranormalnych spraw, magii ani nic innego takiego, bo moim zdaniem takie coś nie ma prawa bytu. Istnieje tylko to, co dostrzegamy zmysłami, lub są na to dowody (takie jakie ogarniemy zmysłami). No, tak samo nie cierpię pseudo-nacjonalistycznych kurew, które wprowadziłyby najchętniej teokrację i kraj w 150% złożony z Polaków.

Podsumowując, ciekawie.


sobota, 14 grudnia 2013

,,Wyjdź teraz z cienia"

Dzień oceniam za dość dobry. No, to jest sobota, więc nie może być źle. A jest wyjątkowo dobrze. Aż dziwnie brzmi, ale jednak faktycznie. Mam pełno weny do tworzenia i warto ją wykorzystać.


Should've been a man, but you don't know how

Play your hand you lost, but it's too late now
Have to pay the price for things you've said, yeah!


czyli:


Trzeba było być mężczyzną, ale nie wiesz jak.

Grałeś swoimi kartami by przegrać, ale jest już za późno
Musisz zaplacić cenę za rzeczy które mówiłeś



A więc tak. Ja bardzo lubię ludzi, szczerze mówiąc lubię, chociaż nie zawsze to widać. Pewnie, czasem wolę własne towarzystwo, ale ludzie mi odpowiadają, z logicznych względów. Tym tokiem podążając, pomyślmy, jakie są nielogiczne względy? Zaufanie wobec niewłaściwych osób. To taki nielogiczny wzgląd, który każdy przerobił 724345 razy. Można wspomnieć także o niepewności/braku lojalności, niewyparzonym języku czy jego opinii pośród ludzi. To wszystko i tak łączy się w jedno.
 Jest taka rzecz, na którą nie mamy praktycznie wpływu. Cytując... ,,Jebać wszystkich tych,którzy sieją ferment" Właśnie, to jest to. Pierdolenie farmazonów za Twoimi plecami. To jest to, co wkurwia najbardziej. Połowa takich ssie moim zdaniem. Tak, wiem, moje zdanie macie w dupie. Tak czy siak nie zmienia to faktu, że piszę. Ja was czytelnicy lubię, każdy ma swoje sumienie i wie co robi.

W każdym razie, komuś z dupy trzeba zrobić jesień średniowiecza.



piątek, 13 grudnia 2013

Pojechałem.

Mogę spokojnie powiedzieć o sobie, że jestem człowiekiem, który bardzo (jak nie najbardziej) ceni sobie niezależność. Wychodzenie poza ramy, samowolka, odejście od zwyczajów, obyczajów i tradycyjnych zachowań, a także kontrowersja to coś opisuje mój styl pisania postów, jak i styl pisania wierszy.

 W poezji takie coś jest mile widziane, bo służy wyrażaniu siebie, a wyrzucanie złych emocji to dobra metoda na lepszy humor. Wyjątkiem mogą być tematy tabu, które wiadomo, są różnie odbierane, a ludzie, którzy je poruszają to odważni i niepatrzący na krytykę, ale nie zawsze...

 Ale wracając do postów. Jest to odmienny styl od poezji, chociaż myślowo podobny, w sensie ich wyrażania. I o ile używanie niecodziennych myśli, opinii i stylu przyciąga, o tyle wulgaryzmy nie. Dlatego powoli trzeba przestać tego używać. Jednak nie odejdę od nietypowych spraw, języku, tematów tabu i ostrych opinii...

środa, 11 grudnia 2013

I won't look back kurwa.


Tego dnia z łatwością dostrzegam 
Że wszystko powróciło do życia
W miejscu, w zniszczonym marzeniu
A my zostawimy to wszystko za sobą

Ostatnie dwa dni są całkiem całkiem, wychodzę bardziej na plus, niż na minus. Nie ukrywam, kilka osób mnie wkurwiało, ale to raczej normalne. Jednak zdecydowanie więcej jest plusów, oby tak dalej.

 Tylko dziwi mnie jedna rzecz za oknem: Czemu 11 grudnia już są fajerwerki? O.o Ja się ich za pół miesiąca spodziewam, ale gimby i podstawówka się nie mogą powstrzymać, cóż, nie moja sprawa. 

Jedno co mnie ostatnio niepokoi, to brak weny. Na pisanie postów mam, inaczej by tu nic nie było, ale na inne rodzaje twórczości niezbyt... 

W szkole dzisiaj i jutro nudno. Dzisiejsze urozmaicenie dnia to... nic właściwie. Jutro to sam nie wiem do końca.



poniedziałek, 9 grudnia 2013

Cel, właśnie.

Nie jest to żadną nowością, że:

Ustalenie Celu ≠ Dojście do Celu 

Trzeba sobie właściwie uzupełnić równanie. Nie czas teraz na lekcję matmy, ale czas na małe co nieco. Bo kiedy wydaje się nam, że sobie coś ustaliliśmy to na pewno to zrobimy. Bam bam bam, zonk, ale tak nie jest zawsze. Po drodze wspomniałem pierwszy element, lekceważenie. Problemy, czy trudności będą zawsze. Coś nam może także ułatwić. Nic nie jest proste. Zatem nawet poniższe równanie nie jest całkowicie prawdziwe:

Ustalenie Celu + Droga ≠ Dojście do Celu

Aby rozwiązać to trudne równanie, zamiast Drogi wstawmy co innego. Mianowicie Trudności i Ułatwienia

Ustalenie Celu + Trudności i Ułatwienia w trakcie = Dojście do Celu.

I oczywiście nikt za nas tej drogi nie pokona, a inne osoby, pomocne i niepomocne to zaliczę to Trudności i Ułatwień.
Proste? Proste.


niedziela, 8 grudnia 2013

Maszeruje stu po śmierć.

             
         Pewnego jesiennego dnia byłem niesamowicie znudzony i szukałem ciekawego zajęcia. Spytałem koleżanki, czy mogłaby polecić mi jakąś ciekawą książkę, która przedstawia okrutną przyszłość. Przedstawiła mi krótko powieść Stephena Kinga pt. ,,Wielki Marsz". Zasada jest taka: 100 chłopaków maszeruje m.in. 6km/h, można zejść 3 razy poniżej tej granicy, za czwartym razem dostaje się uśmiercający strzał z karabinu. Meta jest tam gdzie padnie przedostatni zawodnik. Ludzkie słabości tu nie istnieją; idziesz, albo umierasz. Jeżeli wygrasz, dostajesz cokolwiek, czego sobie zażyczysz, oprócz jednej rzeczy...

       Książka wciągnęła mnie od samego początku. Intryguje już sama fabuła. Trudno sobie wyobrazić teleturniej, w którym ludzie umierają, a w dodatku 100... Mimo wszystko umiera cała setka. Nie będę zdradzał, dlaczego. King stworzył bardzo tajemniczy świat. Stany Zjednoczone po drugiej wojnie są innym państwem, niż w rzeczywistości. Można je spokojnie porównać do totalitarnego, wystarczy Kult Jednostki, a czcią otaczany jest Major, "szef" tego widowiska. Miejsca akcji są realne, autor przedstawia nam swoje rodzinne okolice, czyli stan Maine. Pomimo tego, realia są bardzo ukryte. Wydają się one być szare, ale postacie są bardzo kolorowe i z pewnością będę je pamiętał. Zacznę tu od głównego bohatera, Raya Garraty'ego. Nie jest on narratorem, lecz Wielki Marsz jest przedstawiony z jego punktu widzenia. Narrację trzecioplanową u Kinga zaliczam jako wielki plus. Myśli zostały przedstawione świetnie, nie tylko jego, ale też "rozkminy" jego przyjaciół, Petera McVriesa czy Stebbinsa. Postacie drugoplanowe mają tu znaczenie najważniejsze. One wpływają na postępowanie, przemyślenia, a nawet wielokrotnie na życie głównego bohatera. Dialogi zawodników najbardziej mnie przyciągnęły i zdecydowanie to największa zaleta w tej powieści. Pojawiają się w nich tematy, których w normalnych rozmowach prawie wcale nie usłyszymy, od niemiłych wspomnień z dzieciństwa, przez cmentarze,a na śmierci i kwestiach przeżycia skończywszy, co jest głównym i (o dziwo) miłym w czytaniu motywem. Spokojnie mogę rzec, że to niezwykle brutalna powieść, ale i na odwrót, momentami przyprawia o wzruszenie i smutek, gdy główne postacie padają na asfalt i więcej nie wstaną i dalej nie pójdą. Dla mnie ciekawym i zadziwiającym jest to, jak autor opisuje stany chłopaków, którzy idą z agonią u boku. Okazuje się, że śmierć to w gruncie rzeczy łatwa sprawa, ale trudno sobie to przyswoić, gdy mamy ją przed oczami. Bardzo miło się czyta i jest się zafascynowanym, jak daleko zajdą i czuje się niedosyt, gdy to wszystko się kończy, bo King nie opisuje nam jednoznacznie końca, moim zdaniem świat przedstawiony jest zbyt tajemniczy, to jedyny minus w tej książce. Trochę mi tego szkoda, bo zapewne nie tylko ja jestem ciekaw, czy Marsz to prawda, czy jedynie ułuda bohatera...

       Moim zdaniem jest to genialna powieść i sięgnę po nią jeszcze nie jeden i nie dwa razy, a pewnie więcej. King genialnie napisał tą książkę i poza jednym wyjątkiem nie zmarnował fabuły. Polecam ją każdemu, gdyż to nie tylko powieść o maszerowaniu, ale też o tym, jak człowiek daleko zajdzie, żeby wygrać w grze, w której nagrodą jest życie...




piątek, 6 grudnia 2013

Muzyką dla mych uszu nie jesteś Ty.

Zatem, czas poruszyć dość ważny temat, przesądzający o sprawie życia i śmierci... Chciałbym pomówić o czymś naprawdę poważnym... A więc, omówię dalej swoje gusta muzyczne. Zapewne uznacie je za dziwne pod paroma kątami, ale...

Zacznę od tych 2 pokrewnych gatunków, które najczęściej mam w uszach. I to zapewne uznacie za dziwne... Jako że interesuję się w pewnym stopniu Irlandią, to słucham muzyki celtyckiej oraz celtic punk rocka (nie trzeba wyjaśniać). Dlaczego jeszcze ta muzyka? Sama muzyka celtycka jest barwna, melodyczna, wielotematyczna i na każdy nastrój. Preferuję zespoły takie jak The Chieftains czy Irish Rovers.


 Natomiast celtic punk rock łączy te cechy z żywiołowością punku. W wyniku tego powstaje niezwykle ciekawy efekt. Moim zdaniem ten gatunek doskonale reprezentują Flogging Molly oraz Dropkick Murphys 




Następnym gatunkiem, który bardzo lubię to reggae/ragga. Uwielbiam polskich wykonawców takich jak Vavamuffin czy East West Rockers. Nie gardzę także wykonawcami zagranicznymi, takimi jak Pato Banton.






To tyle o muzyce, którą uwielbiam. 

czwartek, 5 grudnia 2013

Tak mnie jeszcze wzięło.

Tytuł niezbyt wymowny. Pogoda jest całkiem piękna moim zdaniem, dobre odejście od monotonii, która ostatnio była, same chmury... Coś się chociaż dzieje. No oczywiście są minusy, bo szybki "spacer" na halę uświadomił mi, że "wietrzyk" i "śnieżek" czasem dają w kość i zaburzają percepcję wzroku, orientację itd.

Doszedłem jednak do wniosku, że ekstremalne zjawiska pogodowe się przydają, bo ludzie myślą, że pogoda jest strasznie łaskawa, przynajmniej w naszej okolicy, gdzie nie ma powodzi, piorunobić, tornad czy innych ciekawych spraw. Czasem gdzieś latem pier*olnie piorun, komuś raz na 100 lat podleje piwnicę i wielkie halo... Jak amerykańcom tornado raz na jakiś czas przejdzie obok dupy, to nie narzekają, bo są przyzwyczajeni. A my? A my nie. Trafiliśmy na dobre, spokojne i miłe zadupie, rzec można. I pod tym względem jesteśmy na swój sposób rozpieszczani. Nie narzekajmy na takie coś, bo globalne ocieplenie i anomalie to powoli stanie się normą. Więc, jak się przyzwyczajać, to cieszmy się z okazji.

Zbytnio się rozpisałem, ale dobra, ch*j z tym. 


Mother Russia do not suffer

I know you're bold enough
I've been around the world
And I have seen your love
I know I know it's you
You say hello then I say I do

Dziś już się wyspałem... No i se wieje.

Tytuł to czysta aluzja do wczorajszego posta. Co jak co, kreatywny nie był, ambitny też nie, ale chociaż z jakąś mądrością, tak ślicznie wypadło. Zarzucam sam sobie brak nadmiernej kreatywności i przesadzenia z ilością słów. Czasem trzeba samego siebie opie*dolić.

Chętnie bym skomentował pogodę, ale mam inne rzeczy na głowie. Mianowicie, jak się okazuje, jednak żadne. Ach, jestem mało zdecydowanym człowiekiem. No tak, ale już na poważnie. Zastanawiam się, co człowiek potrafi zrobić, by tylko utrzymać się przy życiu? Analizuję ,,Wielki Marsz", w którym trochę na ten temat jest i zapowiadam wszech i wobec, jutro napiszę recenzję tego, moim zdaniem wielkiego dzieła S. Kinga. Fabułę ogólną możecie znaleźć w poście ,,Nie, Ray, czas usiąść". 

Ogólnie zapraszam do komentowania, wymiany opinii, bo to jest fajne i ciekawe doświadczenie, żeby wiedzieć, co jest złe, a co fajne. 

Pozdrawiam, Janek.


On the rocky road to Dublin, Whack folol le rah! 


środa, 4 grudnia 2013

Nie mogę spać ku*wa mać.

5:10 - nie mogę spać
6:00 - nie mogę spać
6:55 w autobusie - próbuję nie zasnąć...
9:15 lekcja matematyki - próbuję nie zasnąć
19:39 - próbuję nie zasnąć.
23:00 znając życie - ku*wa chcę spać!
02:00 - w końcu zasnąłem
5:10 - nie mogę spać...

Oczywiście, każdy kocha ironię losu. Każdy kocha swój biologiczny zegar wstrząsany co rusz nową mutacją...


Miłego wieczoru.

PS: Normalnie nie słucham disco.

niedziela, 1 grudnia 2013

Przez las i gęstą mgłę do świata wspomnień...

           Niedziela to taki spokojny dzień. Część śpi do 13 po wczorajszej imprezie i wita ich delikatny kac, część maszeruje o 9 na mszę, inni się wylegują/jedzą śniadanie/robią cokolwiek innego. Niedziela odpręża, smuci widmem poniedziałku i leci niezmiernie szybko... Wyróżnia się czerwienią pośród braci w czarnym kolorze. To taki jeden wyjątkowy dzień tygodnia. Jednocześnie jest się wypoczętym i "nękanym" wizją początku następnego tygodnia. Delikatnie pier*olnięty dzień, tak myślę. 

            Wstał przed 10. Od rana leżał, z laptotem na nogach. Było mu ciepło i przyjemnie. Ograniczył się do standardowego zbioru czynności: granie/facebook/muzyka/czytanie. Nie śmiał się zaburzać tego porządku, to było wbrew jego interesom. Jego mina była obojętna. Poczuł lekki szok dopiero po obejrzeniu dość krwawego meczu wrestlerskiego(...)Gdy przestało padać, było około 16. Ubrał kurtkę, założył buty i ruszył na spacer. Uwielbia, gdy powoli zapada zmrok i świat okrywa ciemność. Udał się w pewne miejsce, które kiedyś było dla niego codziennością. Przebywanie tam sprawiało mu niezmierną przyjemność. Posiedział na ławkach i po chwili poszedł na mostek. Usiadł na nim, oparł się o metalowy, zardzewiały słup i zaczął myśleć... Co się zmieniło? Kim był kiedyś, a kim teraz? Jakie błędy go zmieniły? Spokojnie wstał i po chwili ruszył łagodnym tempem w stronę domu.