Czwartek zaczął się jak każdy dzień tego tygodnia - niewyspany, obolały, bez motywacji, z uczuciem braku sił i monotonnym, pesymistycznym podejściem do wszystkiego. Dzisiaj nawet pogoda była szara, ponura i do dupy. Tymczasem jak się okazało, pogoda była moim sojusznikiem. Szczególnie podczas 2 godzinnej przejażdżki rowerem (Szamocin - Margonin - Budzyń - Chodzież - Szamocin). Potem jeszcze orlik i 6km biegu na dobicie. Jutro wstaję o 5 na wiśnie. Jestem zajebany konkretnie. Czekam na połowę sierpnia i odpoczynek w Poznaniu...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz