Właściwie jest to pierwszy post, od którego zaczynam publicznie pokazywać tego bloga (wcześniej parę osób go widziało). Teraz post o czymś konkretnym, wieczorem podsumuję ładnie dzień.
Jako że blog jest nie tylko o moich osobistych przeżyciach, ale też o pasjach, to dziś o czymś, co niektórzy mogą uznać za coś chorego i dziwnego. Interesuję się wrestlingiem, co akurat może być normalne i jest takowe. Klasyczną odmianę tego... Właśnie, czy to sport, czy to teatr. Uznajmy tą formę za rozrywkę i teatr (ten wrestling, który pewnie większość kiedyś oglądała, znaną postacią jest grający w "Szybkich i Wściekłych" Dwayne Johnson, znany też jako The Rock). Jest taki oto wrestling, gdzie jest mnóstwo udawanego bólu, są scenariusze (storyline'y), prawdziwej brutalności jest mało, a postacie są wyraźne i łatwo wchodzą w pamięć.
Chcę jednak opisać i przedstawić inną formę wrestlingu. Inną formę, czyli zupełnie inny wrestling. Ta forma to tzw. Deathmatche, bądź Hardcore Matche. W tych pojedynkach używa się rozmaitych narzędzi i broni, np. drut kolczasty (klasyk), jarzeniówki, krzesła, stoły, pinezki, sól, szkło czy klatki pod napięciem. Jeszcze jest wiele innych, ale te są najczęściej używane. Są to mecze krwawe, czasem się ciężko ogląda, ale przyciągają mnóstwo widzów. Takie walki są głównie w federacjach niezależnych (IWA czy Combat Zone Wrestling). Co was nie zdziwi, specjalizację w tych walkach ma Japonia. Tam odbywają się najbardziej chore walki, jakie świat widział. Oprócz pojedynczych walk są także turnieje deathmatchowe (King of The Deathmatch w IWA czy Tournament of Death w CZW). Taki mocny wrestling pojawił się na początku lat 90, przyciągał rzesze tłumów (szczególnie w Japonii, gdzie siadało na gali po 70.000 fanów). Nerwy trzeba mieć jakieś, żeby to całe obejrzeć. Chociaż, w ojczyźnie udawanego wrestlingu (WWE) takie mecze także się zdarzały, ale strasznie rzadko i były brutalne (jak w sumie w Hardcore Matchach powinno być). Zazwyczaj w takiej odmianie nie ma scenariuszy, jedynie ogranicza się ból poprzez lżejsze ciosy (kto by chciał dostać prosto z jarzeniówki prosto w twarz, lub spaść z drabiny na stół z drutem kolczastym?). Ryzyko w walkach istnieje, spore, ale się to zabezpiecza. Sam nie chciałbym wziąć udziału w takiej walce, bo jak widzę takie coś, to dostaję pierdolca momentami. Oprócz suchej teorii pokażę niżej kilka różnych ekstremalnych walk.
A więc, zacznijmy od czegoś lekkiego. Federacja WWE. Walka Micka Foleya z Edgem z 2006. W użyciu drut kolczasty oraz pinezki :
Coś w innym klimacie, TNA, 2005. Walka Sabu vs. Abyss w stypulacji Barbed Wire Massacre. :
To teraz wejdźmy na wyższe piętro. 2011. Combat Zone Wrestling, w użyciu drabiny i jarzeniówki :
A teraz coś równie chorego, tym razem z ojczyzny ultraviolentu i chorych pomysłów, czyli Japonii. Rok 2010. Stalowa klatka i 200 jarzeniówek, cóż bardziej chorego?:
Jeżeli ktoś chce obejrzeć inne mecze, które są brutalne, to youtube i hasła np. CZW, Deathmatch, staple gun match, barbed wire match. Odsyłam też do strony o jednym z turniejów, gdzie znajdziecie różne odmiany i sobie je możecie obejrzeć : http://en.wikipedia.org/wiki/IWA_Mid-South_King_of_the_Deathmatch
Jako że blog jest nie tylko o moich osobistych przeżyciach, ale też o pasjach, to dziś o czymś, co niektórzy mogą uznać za coś chorego i dziwnego. Interesuję się wrestlingiem, co akurat może być normalne i jest takowe. Klasyczną odmianę tego... Właśnie, czy to sport, czy to teatr. Uznajmy tą formę za rozrywkę i teatr (ten wrestling, który pewnie większość kiedyś oglądała, znaną postacią jest grający w "Szybkich i Wściekłych" Dwayne Johnson, znany też jako The Rock). Jest taki oto wrestling, gdzie jest mnóstwo udawanego bólu, są scenariusze (storyline'y), prawdziwej brutalności jest mało, a postacie są wyraźne i łatwo wchodzą w pamięć.
Chcę jednak opisać i przedstawić inną formę wrestlingu. Inną formę, czyli zupełnie inny wrestling. Ta forma to tzw. Deathmatche, bądź Hardcore Matche. W tych pojedynkach używa się rozmaitych narzędzi i broni, np. drut kolczasty (klasyk), jarzeniówki, krzesła, stoły, pinezki, sól, szkło czy klatki pod napięciem. Jeszcze jest wiele innych, ale te są najczęściej używane. Są to mecze krwawe, czasem się ciężko ogląda, ale przyciągają mnóstwo widzów. Takie walki są głównie w federacjach niezależnych (IWA czy Combat Zone Wrestling). Co was nie zdziwi, specjalizację w tych walkach ma Japonia. Tam odbywają się najbardziej chore walki, jakie świat widział. Oprócz pojedynczych walk są także turnieje deathmatchowe (King of The Deathmatch w IWA czy Tournament of Death w CZW). Taki mocny wrestling pojawił się na początku lat 90, przyciągał rzesze tłumów (szczególnie w Japonii, gdzie siadało na gali po 70.000 fanów). Nerwy trzeba mieć jakieś, żeby to całe obejrzeć. Chociaż, w ojczyźnie udawanego wrestlingu (WWE) takie mecze także się zdarzały, ale strasznie rzadko i były brutalne (jak w sumie w Hardcore Matchach powinno być). Zazwyczaj w takiej odmianie nie ma scenariuszy, jedynie ogranicza się ból poprzez lżejsze ciosy (kto by chciał dostać prosto z jarzeniówki prosto w twarz, lub spaść z drabiny na stół z drutem kolczastym?). Ryzyko w walkach istnieje, spore, ale się to zabezpiecza. Sam nie chciałbym wziąć udziału w takiej walce, bo jak widzę takie coś, to dostaję pierdolca momentami. Oprócz suchej teorii pokażę niżej kilka różnych ekstremalnych walk.
A więc, zacznijmy od czegoś lekkiego. Federacja WWE. Walka Micka Foleya z Edgem z 2006. W użyciu drut kolczasty oraz pinezki :
Coś w innym klimacie, TNA, 2005. Walka Sabu vs. Abyss w stypulacji Barbed Wire Massacre. :
To teraz wejdźmy na wyższe piętro. 2011. Combat Zone Wrestling, w użyciu drabiny i jarzeniówki :
A teraz coś równie chorego, tym razem z ojczyzny ultraviolentu i chorych pomysłów, czyli Japonii. Rok 2010. Stalowa klatka i 200 jarzeniówek, cóż bardziej chorego?:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz