niedziela, 13 lipca 2014

Obstawiam 3:1 dla Niemców i chujowiznę w swoim życiu.

Niedziela była niemal jak sobota, kolejny nudny i wykańczający dzień, z jednym wyjątkiem: Dzisiaj dużo się nie zmęczyłem.
Od jutra planuję znów biegać, mam nadzieję że słomiany zapał nie będzie słomianym i wytrzymam co najmniej do kwietnia, mam ambitny plan przebiec półmaraton (21,092km) w Poznaniu. Najpierw muszę odbudować swoją kondycję, zacząć od prostych i lekkich biegów i stopniowo co kolejny kilometr do celu. Wydaje się niektórym że od jazdy rowerem także i ten "skill" rośnie. Chciałbym, ale niestety tak to działa. Po prostu mam mocniejsze nogi, przedramiona i plecy, psychicznie zniosę więcej biegu/jazdy i podczas wysiłku nie potrzebuję dość długo jeść i pić. A kondycja to osobna bajka i do biegania to dużo nie daje. Trzeba naprawdę mieć pecha i być "hardkorowcem" żeby na rowerze dostać kolki.
Pod względem psychicznym, samopoczucia jest także średnio. Jest gorzej, ale tragedii nie ma. Jakby to ująć... coś się pojawia i znika, a jeśli to tylko chwilowe, to nie ma co się tym przejmować. Poszło w pizdu jak obłok pary wodnej z czajnika.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz