niedziela, 13 lipca 2014

Góra, dół, góra, dół.

Kilka dni temu narzekałem na to że są burze i upały. Jednak porównując to do wczorajszej i wczesno-dzisiejszej pogody tamta była świetna. Lepsze 32 stopnie niż 22, w skrócie rzecz ujmując. Oczywiście wczoraj pogoda aż taka fatalna nie była. Sprawdziła się w sam raz na rower... Do bicia rekordów. Zaszpanuję, pobiłem wczoraj 2 rekordy:
- 114,5km na moim rowerze przejechane w jeden dzień
- 58,7km/h, oczywiście z górki, (między Brzostowem a Miasteczkiem Krajeńskim). Da się więcej, jechałem tamtędy 1 raz od 2 lat, więc i nie miałem pewności czy się nie zabiję. Bezpieczeństwo nawet przy szaleństwie to podstawa. Na prostej nie wyciągam więcej niż 45km/h
Pogoda była o tyle świetna, że nie było mocnego wiatru, jedynie druga trasa była mordercza z powodu mnóstwa stromych górek. (Szamocin - Białośliwie - Miasteczko - Kaczory - Milcz - Chodzież - Szamocin). Pod wieczór było całkiem przyjemnie. w nieco ponad 2,5h (z przerwami) przejechałem 70km, co jest dobrym wyczynem. Dopiero połowa roku, jak się chłodniej zrobi będzie czas na lepsze wyzwania. 130km w 1 dzień w zasięgu nóg, tak samo jak i 60, może 65km/h. Miesiąc temu nie spodziewałbym się, że przekroczę 50km/h, teraz robię to z palcem w dupie.
Wieczorem kolejny post, ostrzegam...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz