sobota, 2 sierpnia 2014

Dzisiaj wieczór krótki...

Dziń dybry.
Dobry wieczór w sumie.

Powoli dzień się kończy. Nie śpię od 4:30 i delikatnie mi odwala i już przysypiam. Jutro w końcu wolne, jakby to ująć. Od tych wiśni już jestem zmęczony, dobity delikatnie. No ale cóż, praca to praca. Jeszcze ostatnie dni i potem na spokojnie już dalej odpoczywać, cały miesiąc w końcu został. Mam wrażenie na półmetku wakacji, że są trochę monotonne...
Rowerem póki co dalej się nie ruszę, bo jest uszkodzony z powodu jednego kierowcy debila, dzięki któremu straciłem równowagę i przez 250m walczyłem o to żeby się nie wykurwić, leżałem na ramie i jechałem 30km/h, świetnie i zajebiście, bo kierowca wyjechał niezgodnie z prawem. Jebać to, nic się w sumie nie stało, rower się naprawi.
Mam takie wrażenie... że... A, właśnie:
Jedzmy polskie jabłka, jakoś trzeba Ruska wkurwić! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz